Idę za kratę..
- Nie wylazę! - Wyłaź! mówię ci! - Nie wylazę! Siadajcie, macie siadać, a nie, to sama pojadę! To mówiąc zebrała lejce, a oni widząc, że upór dziewczyny znaczną mógłby spowodować mitręgę, przestali ją wzywać, by zlazła. A nazajutrz zbudziwszy się powtórzył: - Dziś będę deklarował!... Jakiż był koniec? - Podszewka była lepsza od płaszcza. Jan Grzegorczyk Ale jeszcze wasąg bramy nie przejechał, gdy z ganku wypadło kilku towarzyszów, pana Michałowych znajomych; byli między nimi i starzy kompanionowie z czasów chmielnicczyzny, i młodzi towarzysze z czasów ostatnich; między nimi pan Wasilewski i pan Nowowiejski, dzieciuchy jeszcze, ale kawalerowie ogniści, którzy w pacholęcym wieku uciekłszy ze szkół, od kilku lat wojnę praktykowali, pod panem Wołodyjowskim służąc. Ciężko im się ze sobą porozumieć, bo daleko. Ale teraz, choć mogłem do Krymu zbiec, tej ojczyźnie krwią i zdrowiem służę, więc niczyj ja, jeno hetmański.
- Garść nas jest - rzekł - ale inni pójdą za przykładem. Na Michałową tyle nieraz wypadało, że gdyby był wszystko zachował, miałby dziś piękną fortunę. W taki też wieczór opowiadał raz pan Muszalski, co następuje: - Niech Najwyższy ma w opiece swojej świętej całą Rzeczpospolitę, nas wszystkich, a między nami szczególnie jejmość panią tu obecną, godną naszego komendanta małżonkę, na której splendory ślepia nasze spoglądać niemal niegodne. Więc też w dzisiejszych trudnych a przewrotnych czasach, gdy niejeden waha się w umyśle i nie wie, gdzie ma się obrócić, przy kim stanąć, rzekłem sobie: „Pójdę! zdania wysłucham, wątpliwości się pozbędę, światłą radą się oświecę.” Zgadujesz waszmość, iż o bliskiej elekcji chcę mówić, wobec której każda censura candidatorum ku czemuś dobremu przywieść może, a cóż dopiero taka, która z ust waszmościowych wypłynie. Bogaty ojciec biedny ojciec - W Raszkowie? Toż my Raszków znamy. Wielki to żołnierz i wiele dobrego może sprawić.
- Pan Charłamp przyjechał i czeka na pokojach - odrzekł pachoł. Żołnierze poczęli się rozchodzić, ale nie wszyscy jeszcze opuścili izbę, gdy Basia podbiegłszy do męża zarzuciła mu ręce na szyję i poczęła coś szeptać w ucho. Tak on czynił bluźniąc w dodatku przeciw wspólnej matce i wcale na to niepamiętny, że ona to do stanu szlacheckiego go podnosząc, do piersi tym samym go przycisnęła, przywileje mu dała, z mocy których dzierżył ziemię i tę wolność, aż zbytnią, której by pod żadnym innym władaniem nie zażył. Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze na próżno, aż wreszcie na Michała trafił i przyszła nań czarna godzina. W pół korytarzyka spotkał przy schodach Basię, w tym samym miejscu, w którym uniesiona gniewem, zdradziła tajemnicę Krzysi i Ketlinga. Stanisław Michalkiewicz - Już też nie mogła mnie większa potkać szczęśliwość! Powiedz mi jeno, że się nie gniewasz za wczorajszą konfidencję, abym i na sumieniu miał ulgę? Krzysia zamrużyła oczy.
Nie wyimaginujecie sobie nawet, jaką ten chłop miał ochotę do ożenku. Jeszcze mnie lepiej szanują. Nagle porwał go gniew szalony, gorycz wezbrała w piersi, więc zawrócił się i stanął przed niewinną Basią ze zmienioną i pełną szyderstwa twarzą. dobrze!... John Eldredge Jak mi Bóg miły, że zaraz idę, a ty się nie strachaj, bo przecie wolno mi powiedzieć, co mi się spodoba. Po śniadaniu fechtował się z Basią i zauważył, zapewne po raz pierwszy, że aż oczy rwała, tak była ładna ze swymi rozdętymi chrapkami i zdyszaną piersią.
- Nie - rzekł hetman. Więc wielka ochota wstąpiła w jej serce, aby w tych łowach wziąść udział. A tymczasem pan Michał pomagał zsiadać pannom. Jan Grzegorczyk Na pierwszy rzut oka wydawała się starszą od swej towarzyszki i dopiero przyjrzawszy się lepiej, spostrzegł pan Michał, że krew pierwszej młodości płynęła pod tą przezroczystą skórą. Na głowie miała kapturek atłasowy, a biały puszek łabędzi otaczał jej drobną, bladawą twarz, na którą padał blask miesiąca i rozświecał łagodnie te szlachetne brwi, oczy spuszczone, długie rzęsy i ów ciemny, ledwie dostrzegalny puszek nad ustami. Z kątów ruszyli się ku niemu i inni oficerowie mówiąc: - Tośmy się na tobie nie poznali, ale nie umknie ci dziś ręki, kto cnotę kocha.
Była tak zamyślona, że wcale go nie spostrzegła, gdy wchodził. Równina owa, przecięta niewielkim strumieniem biegnącym w stronę Kałusiku, była również, jak i spód skały, pokryta kępami zarośli. - Poczekajcie, niech jeno owe rany duszne mu się zamkną i świeżą skórą pokryją, a obaczym, czy mu dawna ochota nie powróci. Do samego Chreptiowa przyciągnęło trochę Żydków rzemieślników; czasem zajrzał i znaczniejszy kupiec Ormianin, coraz częściej zaglądali kramnicy; miał więc pan Wołodyjowski niepłonną nadzieję, że jeśli mu Bóg i hetman dłuższy czas na komendzie zostać pozwolą, owe zdziczałe strony zgoła inną z czasem przybiorą postać. - Co prawisz! Jakże sułtan więcej im może przyznać niźli Rzeczpospolita? W Turczech jest absolutum dominium i wszystkie prawa od jednej sułtańskiej fantazji zależą. Na samą wieść wszystkie co uboższe ałusy się wzburzyły.
Pan Bóg jednego ozdobił, drugiemu ujął, ale zastanowieniem nagrodził. Powiadasz tedy waćpani, że to dziewki wielkiej krwi? - W Drohojowskiej jest senatorska krew. Obie były ładne, ale każda w swoim rodzaju. A gdy je skończył, przyłożył sobie palec do czoła i rzekł: - Trzeba co prędzej jechać, a oną amicycję zaraz pohamować, bo pan Zagłoba może mieć słuszność... Szkła możesz w Kamieńcu u Ormian dostać, jeno, na Boga, ostrożnie wieźć, żeby się nie potłukło. Stadko wołów na przynętę podegnać, a teraz do kwater.